Bank spółdzielczy ma te same obowiązki regulacyjne co duży bank komercyjny: te same wymogi KNF, te same oczekiwania kontroli. Różnica leży po stronie zasobów. Duży bank odpowiada na te obowiązki rozbudowanym systemem IT budowanym latami, bank spółdzielczy częściej Excelem, papierowym rejestrem i dobrą pamięcią konkretnego pracownika. Obowiązek jest podobny, budżet zwykle zupełnie inny.
Platforma low-code nie musi rozwiązywać całego tego problemu naraz. Sprawdza się dobrze tam, gdzie potrzebna jest mała, celowana aplikacja, która nie zastępuje systemu centralnego, tylko domyka konkretną lukę obok niego. Wdrożenie takiej aplikacji trwa zwykle tygodnie, nie miesiące, natomiast koszt bywa porównywalny do pojedynczego etatu rocznie, a nie do inwestycji w rozbudowę core’u. Dla banku spółdzielczego to często różnica między tym, czy dany problem w ogóle zostanie zaadresowany, a tym, czy zostanie odłożony na później.
Dostawca platformy wnosi przy takich wdrożeniach zwykle coś więcej niż samo narzędzie. Know-how zebrane przy podobnych wdrożeniach w bankach komercyjnych, da się świadomie przenieść na grunt banku spółdzielczego, z jego specyfiką i skalą.
Pokażemy to na trzech konkretnych obszarach, w których taka luka najczęściej się pojawia.
I. Raportowanie z filii, które starzeje się, zanim dotrze do centrali
Bank spółdzielczy z kilkoma placówkami regularnie zbiera od nich raporty operacyjne: sprzedażowe, jakościowe czy dotyczące obszaru ryzyka. W praktyce oznacza to zwykle arkusz Excela rozsyłany do filii, wypełniany manualnie przez pracowników i odsyłany z powrotem do skonsolidowania. Sam ten proces trochę trwa, a to oznacza, że dane, które trafiają na biurko decydenta, bywają już nieco nieaktualne w momencie, w którym je widzi.
Jedno miejsce wprowadzania danych, dostępne z każdej filii, z automatyczną konsolidacją i podglądem na bieżąco, załatwia ten problem u źródła. Znika czas potrzebny na ręczne zbieranie Exceli i tym samym ryzyko błędu przy sklejaniu kilkunastu plików w jeden. Centrala widzi dane bliżej momentu, w którym powstają, a nie tydzień później.
II. Monitoring warunków umów kredytowych - gdy system dobrze pilnuje raty, ale gorzej pozostałych warunków
System bankowy dobrze radzi sobie z jedną częścią monitoringu kredytowego: terminem spłaty. Rata wpłynęła albo nie wpłynęła, to zdarzenie łatwe do automatycznej kontroli. Trudniej jest z resztą warunków umowy: coroczne ubezpieczenie na życie, przeglądy zabezpieczeń, aktualizacja wycen nieruchomości, potwierdzenia ubezpieczeń majątkowych. Takie warunki trzeba sprawdzać cyklicznie w czasie, a nie tylko zaksięgować jako jednorazowe zdarzenie.
W praktyce banków spółdzielczych, zwłaszcza w mniejszych oddziałach, taki warunek bywa weryfikowany ręcznie. Pracownik pamięta, sprawdza teczkę klienta, czasem notuje sobie termin w Excelu. Działa to dobrze, dopóki portfel się nie powiększa i dopóki nic innego nie staje się pilniejsze. Kłopot pojawia się, gdy akurat wtedy trzeba wykazać, że dany warunek był rzeczywiście na bieżąco sprawdzany. Notatka w głowie analityka nie jest łatwym do pokazania dowodem, a wiedza o tym, co i kiedy wymaga sprawdzenia, bywa rozproszona między ludźmi.
Wystarczy rejestr warunków cyklicznych powiązany z konkretną umową i klientem, automatyczne przypomnienie do właściwej osoby z eskalacją, jeśli nikt nie zareaguje, oraz zapis, kto, kiedy i co zweryfikował. Bez ingerencji w system centralny, gotowy do pokazania przy każdej kontroli.
III. Kontrola funkcjonalna w placówkach: wymóg, który dziś często żyje w zeszycie
Zgodnie z Rekomendacją KNF, dotyczącą systemu kontroli wewnętrznej w bankach, bieżący nadzór przełożonego nad pracą placówki powinien być odpowiednio udokumentowany, na przykład podpisem, potwierdzeniem systemowym lub raportem.
W wielu placówkach banków spółdzielczych ten wymóg realizowany jest dziś w formie papierowych rejestrów kontroli. Formalnie obowiązek jest spełniony. W praktyce znalezienie dowodu konkretnej kontroli sprzed pół roku oznacza przeszukanie segregatora, a nie wyszukanie rekordu w systemie, co przy nagłym audycie bywa problemem.
Checklisty przypisane do placówki i osoby, elektroniczne potwierdzenie wykonania z datą i pełna historia gotowa do szybkiego pokazania przy kontroli wewnętrznej czy inspekcji. Tylko tyle wystarczy, żeby zamienić papier w przeszukiwalną bazę.
Wspólny mianownik
Te trzy obszary łączy jedno. Wszystkie opierają się dziś w dużej mierze na pamięci i dobrej woli konkretnych osób, mimo że są zapisane w procedurze banku. Nikt świadomie tak nie zdecydował, po prostu zabrakło dla nich systemowego miejsca.
Platforma low-code może dać to miejsce bez konieczności wymiany systemu centralnego i bez kosztu, na jaki bank spółdzielczy zwykle nie może sobie pozwolić. Zamiast jednego dużego wdrożenia, seria mniejszych, celowanych aplikacji, wdrażanych na wspólnej platformie, jedna po drugiej, tam, gdzie dziś jest luka. Dla banku, który świadomie zarządza budżetem, pytanie o zasadność digitalizacji procesów coraz rzadziej dotyczy tego, czy go na to stać, a coraz częściej tego, od którego obszaru zacząć.
Na rynku finansowym obecny od kilkunastu lat. Wiedzę i doświadczenie zdobywał zarówno w departamentach wsparcia biznesu jak i działach sprzedaży instytucji finansowych. W swojej karierze zawodowej związany był z takimi firmami jak Bank Nordea, Bank BNP Paribas czy ProService Finteco. W VSoft zaangażowany w rozwój obszaru ubezpieczeniowego. Miłośnik podróżowania i awiacji.


